Thelema i alchemia
Epistola de obsignatione retortae, czyli thelema i alchemia
Autor alchemicznego traktatu „Splendor Solis” rozpoczyna wprowadzenie do swego dzieła tymi słowy:
„Alfidius, jeden ze starożytnych mędrców, powiada: Jeśli ktoś nie potrafi doprowadzić sztuki kamienia filozofów do skutku, lepiej, by wcale się za nią nie brał, niż miał ją podejmować połowicznie”.
W pewnym sensie ta przestroga wiąże się z fragmentem świętej księgi thelemy, „Liber Chet”:
„Dlatego nakazuję ci, abyś przyszedł do mnie na Początku; bo jeśli zrobisz choć jeden krok na tej Ścieżce, nieuchronnie musisz dotrzeć do jej końca”.
Dwa przytoczone powyżej zdania brzmią jak głosy z dwóch stron tej samej bramy. Z jednej strony stoi surowy strażnik, który nie dopuszcza ciekawskich, a z drugiej – przewodnik, który wzywa, by właściwie przekroczyć próg.
Oba głosy wyrażają jedną zasadę: nie można podjąć się Wielkiego Dzieła za pomocą półśrodków, tak samo jak nie można zatrzymać się w połowie drogi. Oba te scenariusze mogą doprowadzić do katastrofy. Początek i koniec są w tajemniczy sposób ze sobą sprzężone – nie tylko chronologicznie, lecz strukturalnie. Właśnie w tej wewnętrznej symetrii objawia się związek thelema i alchemia – dwóch dróg prowadzących ku jedności przez pełne zaangażowanie w proces przemiany.
Alchemiczne „opus” nie jest rzemiosłem, nie jest hobby i nie jest dorywczą pracą, którą w dowolnej chwili można porzucić. Jest to dzieło, które transformuje tego, kto ją wykonuje. Alfidius ostrzega przed połowicznością, ponieważ częściowe działanie w dziedzinie, gdzie stawką jest przeobrażenie alchemika, niweczy integralność przedmiotu i podmiotu dzieła. Połowiczna transmutacja nie daje pół-kamienia – daje pęknięcie. Pojawia się dysonans między intencją a skutkiem, między słownymi deklaracjami a finalnym losem alchemika.
Stąd surowy ton Alfidiusa: lepiej nie zaczynać niż zacząć niewłaściwie. To nie jest cynizm, lecz troska o ucznia. W przedsięwzięciach, które wymagają integralności, półśrodki wykorzystane na starcie wprowadzają trudne do usunięcia błędy, blokujące postęp.Należy ze sobą skorelować wszystkie elementy alchemicznej pracy – intencję, metodę, rytm, relację z nauczycielem i dyscyplinę. Gdy jeden z tych elementów jest „zatruty”, na przykład półśrodkiem, nieuczciwą motywacją, chaotyczną metodą, wówczas dochodzi do rozstrojenia całego procesu i zablokowania katalizatora.
Natomiast ustęp z „Liber Chet” dotyczy niejako przeciwległego bieguna – końca podróży. „Początek” jest aktem inicjacyjnym. Pierwszy krok to zasadzenie w glebie nasiona. Zawiera ono w sobie formę rośliny, której wzrost stał się już nie tyle logiczną koniecznością, co nieuchronnością. Kto przekracza próg inicjacji, zmienia w sobie układ wektorów. Nic już nie będzie takie samo. Dlatego koniec nie jest zewnętrznym punktem docelowym, lecz formą procesu wpisaną w jego początek. Innymi słowy ten, kto „przyjdzie na Początku”, wkracza w porządek, w którym cel jest bardziej realny niż droga, ponieważ to on w rzeczywistości ją kształtuje. Osiągnięcie sukcesu w tej subtelnej inicjacji wiąże się z zastosowaniem się do porady Alfidiusa.
Z zestawienia obu tych cytatów wyłania się coś, co Crowley nazywał „Aktem Prawdy”. Jego sens jest podwójny. Po pierwsze, wzywa do roztropności – przygotuj się do pracy z właściwą powagą i nie zaczynaj, jeśli traktujesz ją jako ciekawostkę lub eksperyment, który nie zrodzi konsekwencji. Po drugie, wzywa do odwagi – kiedy zaczniesz, zanurz się całkowicie i bezwarunkowo w procesie.
Roztropność i odwaga, chociaż wydają się ze sobą sprzeczne, tak naprawdę są komplementarne. Roztropność bez odwagi uniemożliwia doświadczenia życia w pełni, odwaga bez roztropności jest igraniem z ogniem. Dzieło wymaga posiadania obu tych cech.
W praktyce „Akt Prawdy” wiąże się z formację początku, jakim jest wybór drogi, a następnie wymaga niezłomności i konsekwencji w podążaniu nią. Alchemicy powiadają, że błąd poczyniony na początku jest błędem ostatecznym, a w przypadku ścieżki inicjacyjnej, ów aforyzm posiada wymiar etyczny.
W odniesieniu do ustępu z „Liber Chet”, zwróćmy uwagę na majuskułę w słowie „Początek”. To nie punkt na osi czasu, ale archetyp progu, w którym niebo i ziemia zawierają przymierze (vide Msza Gnostycka). W tradycji alchemicznej każdy etap (nigredo, albedo, rubedo) implikuje następny, jednak to inicjacja nadaje sens całości – od tej chwili nie jest sumą epizodów, lecz „formą”, w której epizody znajdują swoje miejsce. Dlatego, kto zrobi choć jeden krok, musi wytrwać do końca – w logice formy brak końca byłby zniszczeniem początku. W symbolice thelemy oznacza to oddanie się Choronzonowi, demonowi rozproszenia:
Połowiczne zaangażowanie nie jest tylko osobistą słabością – to pokusa epoki, w której doświadczenia konsumuje się „na próbę”, serwuje się na podanych talerzykach przy jak najmniejszym wysiłku wkładanym w zdobycie tego, co jest warte zdobycia. Kiedy istota Ścieżki zostaje zredukowana do uzyskania dyplomu na kursie, kiedy Kamień staje „rezultatem do odhaczenia”, a za postawą magicznego coucha i eksperta na mediach społecznościowych kryje się raptem kilka lat ledwie liźniętego tematu, znika to, co najistotniejsze w procesie.W wyniku tego rodzą się dwie psychiczne skrajności. Pierwsza to inflacja – powierzchowny kontakt z symbolami i energią procesu daje złudzenie mocy. Druga to rozpacz – przedwczesne oczekiwania rozbijają się o pierwsze doświadczenie nigredo, po którym kandydat wycofuje się z poczuciem porażki, za którą najczęściej obwinia innych ludzi i okoliczności. Crowley wielokrotnie analizował takie przypadki, na przykład w powieściach „Księżycowe dziecko” i „Pamiętnik narkomana”. Warto pamiętać, że formuła inicjacji nie brzmi „spróbuj i zobacz”, lecz „zwiąż się i trwaj”.
Mój zmarły przyjaciel, którego śmiało mogę nazwać swoim mentorem w O.T.O., profesor Robert C. Stein, powiedział kiedyś, że przejście formalnej inicjacji wcale nie gwarantuje, że kandydat staje się prawdziwie inicjowany. Wtajemniczenie wymaga czegoś znacznie głębszego – posłyszenia Sygnału, oddania Serca, zintegrowania Przekazu i praktycznego wykorzystania pozyskanej Wiedzy z pożytkiem dla innych. Komentarze do świętych ksiąg thelemy wskazują nawet na pojawienie się u takich osób charakterystycznych cech fizycznych. Inicjacja ma przede wszystkim wartość teurgiczną, a jej natura taumaturigczna jest drugorzędna.
Wielkie Dzieło prowadzi zatem do henozy, a inicjacja działa niczym trujący kwiat mordownika, niczym zżerający metal kwas i rak pochłaniający ciało (vide „Liber LXV” I:13-17). Jakże znamiennie wyglądają teraz alchemiczne ryciny przedstawiające tortury – ów akt zadawania cierpienia zwykłemu „metalowi” w pierwszej fazie opus, zwanej nigredo.
To dlatego inicjacja często przyjmuje konfrontacyjną narrację pomiędzy prima materia (kandydatem), a czynnikiem mającym doprowadzić do jej przemiany (systemem inicjacyjnym, nauczycielem). W alchemii mowa tu o wystąpieniu konkurencyjnych etapów na początku procesu. Mechanizmy inicjujące reakcję (na przykład dodanie do retorty merkurialnego azothu) ścierają się z tymi, które ją wygaszają (na przykład trucizny katalityczne: siarka, fosfor, arsen, halogenki, tlenek węgla), blokując aktywne centra i hamując przeobrażenie.
Nie czas i nie miejsce tu na pełny przegląd cech oraz objawów wszystkich tych trucizn, dlatego ograniczę się do dwóch przykładów dotyczących sfery Ruach.
Podczas spalania siarka wydziela toksyczny, duszący gaz, jakim jest dwutlenek węgla. To właśnie ten gaz tworzy gęste opary, a w warunkach niedoboru tlenu powstaje sadza, co sprawia wrażenie kopcenia. Psychologicznie szybkie spalanie siarki odpowiada impulsywności kandydata, żądzy rezultatu, rozgorączkowania, skłonności do popisywania się ogniem zamiast pracy nad żarem. Objawy takiej postawy to szybkie zapalanie się i równie szybkie wypalanie, deklaracje bez pokrycia i porzucanie praktyk, systemu lub nauczyciela po pojawieniu się pierwszych trudności.
Arsen wydobywa niewyczuwalny, lecz silnie trujący dym. Można powiedzieć, że cechami takiej osoby są: „zatruta”, czyli fałszywa intencja, na przykład chęć osiągnięcia skrywanych zamiarów, pragnienie dominacji, manipulacji, prestiżu oraz cynizm ukryty pod płaszczykiem mądrości. Za przykłady objawów mogą tu posłużyć ironia negująca sens ślubowań, „inteligentne” usprawiedliwienie dla swojej rezygnacji.
W takich wypadkach proces inicjacji, w sposób organiczny i zgodnie z prawem natury, dobiera właściwe środki zaradcze, które mają wyeliminować nieprzystosowanych i wzmocnić przystosowanych. Zazwyczaj za narzędzie służy wówczas nauczyciel.
Zarówno w nauczaniu thelemicznym, jak i w tantrycznym, rolą nauczyciela bywa czasem rzucanie wyzwania uczniowi. Crowley nazywa prowadzącego partnerem sparingowym. Uczeń, w obawie przed utratą status quo swojego ego i obnażenia prawdy o personie, broni się przed konfrontacją. Dopiero po czasie może dojść do wniosku: „Właściwie mówił coś, co musiałem usłyszeć, lecz wtedy po prostu nie chciałem się do tego przyznać”.
Nauczyciele uczą na dwa sposoby, zwane w sanskrycie anuloma i pratiloma. Dobiera się je w zależności od natury prima materia i postępów na ścieżce.
Anuloma („z włosem” – jakbyśmy gładzili kota) odnosi się do nauczania, które uwzględnia naturalne predyspozycje i tempo ucznia, podążając za jego zainteresowaniami i stylem uczenia się. Stopniowo buduje się jego wiedzę i umiejętności na solidnych fundamentach, przechodząc od prostszych zagadnień do bardziej złożonych. Nauczyciel dostosowuje się do jego potrzeb, co prowadzi do harmonijnego rozwoju.
Pratiloma („pod włos”) narzuca uczniowi sztywne zasady, tempo i metody pracy, ignorując jego indywidualne potrzeby. Trening jest wymagający i trudny, albowiem prowadzi do konfrontacji z wyzwaniami, które wykraczają poza aktualne możliwości ucznia, zmuszając go do pokonywania oporu. Celem jest przełamanie blokad, rozwinięcie odporności i wytrzymałości psychicznej.
Ogólnie dąży się do harmonijnego łączenia obu podejść, kładąc nacisk na podejście anuloma, jednak stosując elementy pratiloma w celu rozwijania umiejętności radzenia sobie z wyzwaniami. Energia magiji jest bowiem dzika, trudna do skanalizowania, dlatego naczynie (ciało i umysł), w które ma być wlany azoth (proces inicjacji), należy hermetycznie uszczelnić, na przykład poprzez zaprawę szamotową, „tłusty lut”, czy smary laboratoryjne. Są to oczywiście metafory różnych elementów treningu aspiranta.
Sam uczeń powinien rozważyć kilka kwestii, które wesprą teleologiczny aspekt Wielkiego Dzieła:
- Intencja – niechaj na początku wyraźnie i szczerze przed samym sobą określi, w jakim celu wstępuje na ścieżkę. Dobrze również, aby uświadomił sobie i pamiętał o tym, że proces transmutacji nie będzie ani łatwy, ani przyjemny.
- Reguła – niechaj narzuci minimalny, lecz nienaruszalny i regularny rytm praktyki, który stopniowo wyprze kaprysy nieujarzmionego umysłu. Niechaj zaangażuje się mentalnie w stu procentach tak, aby życie stało się medytacją nad Dziełem.
- Opieka – niechaj zaufa procesowi, nauczycielowi, wspólnocie, tekstom bez względu na to, z jakimi wiąże się to trudnościami. Niechaj wstąpi na jedną ścieżkę, ignorując pozostałe kuszące systemy i tym sposobem unikając rozproszenia.
- Próby – niechaj zaakceptuje etapy zaciemnienia jako konieczne do osiągnięcia krystalizacji.
- Wytrwałość – niechaj podejmie decyzję, że nie ma opcji zejścia ze ścieżki.
Ten ostatni element wiąże się z podjęciem Przysięgi, która w „777” uważana jest za magiczną broń o nazwie „ból obligacji”. Tym zagadnieniem zajmę się w następnym tekście.
Przeczytaj też czym dokładnie jest thelema.