Praktyka magiji a samotność
Jeden ze studentów podzielił się ze mną tym, co przeczytał w mediach społecznościowych – że praktyka magii wiąże się z dużą samotnością. Sam jednak odczuwa silną potrzebę przynależności, zarówno do wspólnoty O.T.O., jak i, w szerszym wymiarze, do grona współpracowników, znajomych oraz rodziny. Z niepokojem zapytał więc, czy praktyka magiczna nie odetnie go od jego środowiska.
Odpowiedziałem, że jeśli mowa o magii rozumianej jako forma okultyzmu, to rzeczywiście istnieje prawdopodobieństwo osamotnienia. Bardzo często bowiem okultyzm staje się formą eskapizmu – reakcją obronną na traumę, deficyty emocjonalne, kompleksy czy poczucie braku kontroli nad własnym życiem. W takich przypadkach daje on iluzję mocy, wpływu lub wyjątkowości. Praktyka magii przybiera wówczas charakter kompensacyjny – staje się próbą przywrócenia równowagi w świecie, w którym człowiek czuje się bezsilny. To właśnie w tym scenariuszu, gdy karmi się on fantazją o tajemniczych mocach, mogą ujawniać się cechy neurotyczne lub narcystyczne.
Samotność jest zatem naturalną konsekwencją zakotwiczenia w dualistycznym podziale: „ja” i „oni”, świat wewnętrzny i świat zewnętrzny, sacrum i profanum.
Jednak filozofia thelemy przyjmuje zupełnie odmienny punkt widzenia. Crowley definiuje magiję jako „sztukę życia”, co oznacza, że im bogatsze i bardziej różnorodne są nasze relacje z innymi ludźmi, tym pełniejsze staje się nasze istnienie, a zarazem skuteczniejsza nasza magija.
Teza ta wynika bezpośrednio z przesłania Księgi Prawa, która nawołuje do aktywnego uczestnictwa w świecie, do jego nieustannego „podboju”. W komentarzu do tej świętej księgi Crowley pisze: „Rozwój adepta dokonuje się poprzez ekspansję ku Nuit – jednakowo we wszystkich kierunkach”. Oznacza to, że każdy przejaw życia, każda relacja i każda forma doświadczenia stanowi część duchowego wzrostu.
Stąd właśnie Crowley w liście do Jacka Parsonsa (19 października 1943) uważa, że ekspansja ma na celu przemianę ,,prowincjonalnego” umysłu w umysł światowy. Akumulacja życiowych doświadczeń, podróżowanie do wielu zakątków świata, przemierzanie ,,surowych i niegościnnych obszarów ziemi”, poznawanie ,,znanych i szanowanych osobistości tego świata”, odwiedzanie ,,największych pomników starożytności”, oglądanie ,,największych dzieł sztuki, obrazów i rzeźb”, ,,możliwość dyskusji na najgłębsze tematy z mieszkańcami każdej cywilizowanej części tego globu” i pokora wobec ,,oblicza totalności” – oto doświadczenia, które według Crowleya mają służyć jako wypadkowa naszych wypowiedzi i działań.
W tym świetle wszelkie ograniczenia – a samotność jest jednym z nich – jawią się jako zaprzeczenie samej natury drogi thelemy. Księga Prawa I:41 określa je mianem „grzechu”, rozumianego nie moralistycznie, lecz jako stan oddzielenia od pełni istnienia, od wiecznego nurtu energii, który łączy jednostkę z nieskończonością Nuit.
Zwróćmy uwagę na poetyckie zakończenie Mszy Feniksa:
„Przybyłem tu w niedoli; w radości
Odchodzę, czas na dziękczynienie,
Czas na ziemskie przyjemności
I z żywymi legionami bawienie”.
Słowo „niedola” oznacza zły los, niepowodzenie – stan duchowego znużenia, zagubienia i poczucia bezcelowości, jakie ogarnia człowieka, gdy traci on kontakt ze Źródłem. To doświadczenie oddzielenia od świata, fałszywa dualność oparta na kategoriach „zła” i „dobra”, w której świadomość wikła się, gdy zapomina o tym, iż stanowi element trwałości istnienia. Tymczasem thelema przekracza te antynomie poprzez witalistyczną afirmację życia. Jej przesłanie brzmi jasno: „egzystencja jest czystą radością” (AL II:9), grą Nuit i Hadita, tańcem z życiem.
Oczywiście w naszej praktyce niezwykle istotne są okresy odosobnienia, których celem jest pogłębiona kontemplacja. Członkowie kolegium wyborczego O.T.O. spędzają co dwa lata trzy miesiące w samotni, natomiast członkowie ósmego stopnia odbywają corocznie czteromiesięczny okres odosobnienia, poświęcony medytacji nad objawionymi im misteriami (zob. „Liber 194”). Są to jednak akty całkowicie wolicjonalne – świadomie podjęte doświadczenia duchowe, których celem jest zintensyfikowanie poczucia jedni, a nie ucieczka od świata.
Spójrzmy na oznaki skuteczności magiji thelemy: „Będziesz się rozkoszował i swawolił na targowisku, a dziewice obrzucą cię różami, kupcy ugną kolana i podarują złoto oraz przyprawy. Także i młodzi chłopcy naleją tobie cudowne wina, a śpiewacy i tancerze będą dla ciebie śpiewać i tańczyć” („Liber CLVI”).
Innymi słowy, adept otoczony jest przez ludzi pełnych życia i radości – przez tych, z którymi współtworzy świat w duchu harmonii i ekstazy.
Ta sama święta księga thelemy potępia samotność jako stan niegodny mistrza: „zostaniesz samotnym zjadaczem gnoju, dotkniętym chorobą w Dniu Zjednoczenia z Nami”.
Fraza „Dzień Zjednoczenia z Nami” pochodzi z „Księgi Dzyjan”. Bławatska definiuje ten termin w „Tajemnej doktrynie” następująco:
„…ten dzień, gdy człowiek, uwalniając się od jarzma niewiedzy i w pełni uznając brak separacji pomiędzy Ego w swej osobowości (które błędnie uchodzi za ‚moje ego’) a UNIWERALNYM EGO (Anima Supra-Mundi), łączy się tym samym z Jedną Istotą, stając się nie tylko ‘jednym z nami’ (manifestowanymi żywotami uniwersalnymi, które są ‘JEDNYM’ ŻYCIEM’), ale samym życiem.”
Innymi słowy, jest to stan, w którym jednostkowa tożsamość przekracza granice separacji i łączy się z całym bytem.
A przecież na tym właśnie polega cel magiji thelemy – na zjednoczeniu indywidualnej duszy z duszą wszechświata, na osiągnięciu mistycznych zaślubin mikrokosmosu z makrokosmosem. To zjednoczenie dokonuje się poprzez „miłość podług woli” – święty proces rozpuszczenia własnej jaźni (Hadita) w bezkresie potencjalności Nuit.
Jednym z najdonioślejszych obrazów thelemicznej ontologii jest „wizja uniwersalnej gąbki”, podczas której Magus doświadcza zrozumienia, iż choć każda gwiazda wydaje się odrębna, w istocie pozostaje złączona z pozostałymi, gdyż wszystkie współtworzą jedno ciało Nuit. Ta przypominająca sieć Indry wizja ukazuje, że separacja jest jedynie złudzeniem, projekcją świadomości uwięzionej w formach.
W „Magick Without Tears” Crowley pisze wprost, że celem pracy magicznej jest uświadomienie jedności pomiędzy wszystkimi rzeczami – „odkrycie, iż pozorne różnice skrywają w sobie jednię”. Adept stopniowo pojmuje, że każdy podział (między „mną” a światem, między duchem a materią, itd.) nie jest rzeczywistością samą w sobie. W miarę rozwoju świadomości „zwiększa się zarówno podmiot, jak i przedmiot pracy”, aż w końcu obie sfery stapiają się w jeden akt poznania.
W tym procesie wszelkie dualizmy ulegają rozpuszczeniu, a ostatecznym zadaniem maga staje się osiągnięcie stanu, w którym nie istnieje już żaden „zewnętrzny świat”, lecz tylko ciągłość świadomości.
W takim świecie nie ma samotności, ponieważ każda istota, każdy oddech i każdy gest są wyrazem tej samej boskiej substancji. Rzeczywistość staje się żywym, taumaturgicznym sakramentem zjednoczenia. Umysł nie odrywa się od życia, lecz trwa w nieustannej komunii z jego niezliczonymi przejawami, w nieprzerwanym akcie bezwarunkowej miłości, która jest samą istotą magiji.
Z komentarzy do świętej księgi „Liber VII” dowiadujemy się, że istnieje jeden szczególny rodzaj samotności, który w tradycji A∴A∴ uznawany jest za niezbędny etap inicjacji – samotność właściwa stopniowi Dziecięcia Otchłani. Jest to moment radykalnego przeobrażenia, w którym adept zostaje całkowicie odarty z wszelkich masek i warstw swej osobowości, aż nie pozostaje w nim nic z indywidualnego jestestwa. Następuje wówczas rozpuszczenie jednostkowej świadomości w życiu uniwersalnym i tym samym powrót do jedni.
Jednak samotność rozumiana jako trwanie odseparowanego „ja”, które odczuwa odgrodzenie się od świata i innych istot, w filozofii thelemy postrzegana jest jako ograniczenie, a nawet jako kwintesencja zła. Crowley określa ten stan mianem formuły Czarnych Braci.
Z „Magick Without Tears” dowiadujemy się, że Czarny Brat buduje wokół siebie fortecę, pragnąc ochronić się przed naporem „uniwersalnego życia”. W jego mniemaniu jest to akt obrony własnej tożsamości, próba zachowania indywidualnego „ja” wobec bezkresu, który zdaje się zagrażać jego odrębności. Jednak skoro wszechświat jest niepodzielny i wieczny, taka izolacja okazuje się niemożliwa. Crowley pisze, że „mury jego twierdzy zbudowane są ze snów, a sny się rozwiewają”.
Gdy forteca runie, jest już za późno na ratunek. Konstrukcja zbudowana z marzeń o mocy, władzy i nieśmiertelności zapada się w sobie, a świadomość, która odrzuciła akt zjednoczenia, ulega ostatecznej dezintegracji. Czarny Brat staje się łupem Choronzona, demona rozproszenia.
W szerszym sensie formuła Czarnych Braci pełni funkcję moralitetu thelemy. To przestroga przed iluzją indywidualizmu, który pragnie przetrwać wbrew prawu miłości. Uczy, że każde doświadczenie separacji, każda próba utrzymania „ja” jako czegoś odrębnego od Całości, prowadzi do duchowego rozkładu.